Roxette mówi “Jinkuje” Gdańsk! My mówimy “Dziękujemy” Roxette za te niezapomniane chwile w Ergo Arenie! Recenzja z koncertu w Gdańsku/Sopocie. Część I

Siedem tysięcy ludzi, siedem tysięcy zdartych gardeł, siedem tysięcy par oczu zapatrzonych w swoich idoli i czternaście tysięcy rąk w górze! Tylu nas było i tylu z nas się świetnie bawiło!

Gdzie? Oczywiście na koncercie Roxette w Ergo Arenie w Gdańsku/Sopocie!

Na początek tej obszernej recenzji z koncertu chciałabym przytoczyć kilka faktów dotyczących spraw organizacyjnych koncertu oraz tego co wydarzyło sie przed nim samym. Już od wczesnych godzin porannych pod budynkiem Ergo Areny pojawili się pierwsi najwierniejsi fani zespołu nie tylko z Polski ale z całego świata. By mieć pewność, że uda im się być w pierwszym rzędzie ustawili się jako pierwsi w kolejce do wejścia na halę. Większość z nich była posiadaczami biletów Golden Circle Early Entrance. Są to bilety z pierwszeństwem wejścia na płytę Golden Circle. Pare godzin później kolejka ta zdecydowania się powiększyła. Nikt tego chyba nieprzewidział, że urośnie ona do takich rozmiarów. Okazała się ona najdłuższą kolejką czekającą na wejście do hali.

Wielu z pewnością liczyło na to, że kupując ten bilet będą mieli dużą szanse być w pierwszym rzędzie. Niestety nie wszystkim się poszczęściło bo dostępnych w sprzedaży biletów na Early Entance było zaskakująco dużo. Na tyle dużo, że spora liczba osób, która je kupiła musiała stać w trzecim a nawet czwartym rzędzie a to chyba nie każdemu odpowiadało skoro wydał niemałe pieniądze na bilet. Według mnie pula biletów GCEE powinna być ograniczona do ilości miejsc jaką można zapełnić rząd pierwszy i ewentualnie drugi. Prawda niestety jest taka, że bilety te bardzo dobrze się sprzedawały więc efekt był taki a nie inny.

Wróćmy jednak do tematu koncertu. Osoby posiadające bilet GCEE jako pierwsi zostali wpuszczeni na halę. Punktualnie o godz. 17:30 drzwi do Ergo Areny zostały dla nich otwarte. O godzinie 18:00 zostali wpuszczani już wszyscy. Teraz niestety trzeba było trochę postać i czekać. Przy zakupie biletu GCEE warto wiedzieć, że jest on wskazany raczej dla osób ze zdrowymi nogami, kręgosłupem i wytrzymałym pęcherzem bo muszą oni wystać przynajmniej pięć godzin od momentu wpuszczenia na halę. Nie przeraża to z pewnością żadnego wytrwałego, doświadczonego w takiej sytuacji fana. Są tacy którzy z pewnością ustali by 24 godziny aby tylko ujrzeć swój ulubiony zespół i nie zraziło by ich to w ogóle. W fanach istnieją czasami niewyobrażalne moce!

Jako support przed samym występem Roxette wystąpił dość oryginalny wykonawca o artystycznym pseudonimie Madox. Jego kontrowersyjność polega głównie na tym, że będąc 22-letnim chłopakiem swoim makijażem oraz stylem bycia a nawet głosem kreuje się na kobietę. Na scenie pojawił się o godz. 19:30 i wykonał kilka ze swoich utworów w języku francuskim. Jeśli chodzi o styl muzyczny to odbiega on dość znacznie od stylu, który prezentuje Roxette. Publiczność przyjęła go z mieszanymi uczuciami. Trudno się dziwić, że nie było tu wielkiego hurra na dzień dobry bo bycie supportem niestety z reguły nie należy do łatwego zadania. Publiczność była jednak podzielona. Byli tacy, którym muzyka Madoxa się spodobała i tacy, którym zdecydowanie nie. Byli też tacy dla których była ona zupełnie obojętna. Ogólnie z tego jakie odniosłam wrażenie publiczność przyjęła go w sposób kulturalny i tolerancyjny. Oklaski również się pojawiły więc źle nie było.

Z pewnością dla niego samego jako artysty występ jako support przed Roxette sam w sobie był już wielkim wyróżnianiem i myślę, że był on z niego zadowolony.

Po występie Madoxa nastąpiła chwila przerwy. W międzyczasie z głośników można było posłuchać ulubionych utworów Pera Gessle, który przygotował ten muzyczny zestaw specjalnie dla swoich fanów aby im uprzyjemnić ten czas oczekiwania na występ Roxette.

W końcu doczekaliśmy się tego momentu kiedy zespół postawił swoje pierwsze kroki na scenie. Około godz. 20:30 rozbrzmiał na sali gromki okrzyk publiczności i pierwsze dźwięki utworu “Dresssed for success”.

Cały koncert trwał około dwóch godziny i były to naprawdę dobre dwie godziny ciągłej  zabawy. Jak dobra to była zabawa możecie poczytać o tym już w następnych częściach tej szczegółowej recenzji. Niebawem!

Podziel się na:
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • Drukuj
  • RSS
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Tumblr
Możesz zostawić komentarz, lub trackback z twojej strony.

Zostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany żeby zostawić wiadomość.