Roxette mówi “Jinkuje” Gdańsk! My mówimy “Dziękujemy” Roxette za te niezapomniane chwile w Ergo Arenie! Recenzja z koncertu w Gdańsku/Sopocie. Część IV-ostatnia.

 Ostatnią część recenzji zakończyłam na opisie utworu “Perfect Day” przepięknie wykonanym przez Marie, który wprowadził nas wszystkich w magiczny melancholijny nastrój. Nie przerywając tego wyjątkowego nastroju w kolejnym utworze Per dołączył do Marie ubrany tym razem na czarno i razem przypomnieli nam, że czas niestety szybko upływa a rzeczy już nigdy nie będą takie same. Razem wykonali wyśmienitą akustyczną wersję utworu “Things Will Never Be The Same”. Nastrój udzielił się każdemu więc aby dopełnić ten słodko-gorzki miłosny temat musiała pojawić się tu koniecznie wszystkim bardzo dobrze znana, popularna i przez miliony ukochana ballada o utraconej miłości. To właśnie na ten utwór czekała z pewnością większość publiczności – “It Must Have Been Love” – słynna piosenka ze słynnej komedii romantycznej “Pretty Woman”. Ten utwór wszyscy bezbłędnie zaśpiewali od początku aż do końca głośnym, równych chórem.

Jak to bywa z nieszczęśliwą miłością po przepłakanych nocach w końcu powoli zaczynamy myśleć pozytywnie bo przecież w końcu los się do nas uśmiechnie i cała ta melancholia przemieni się w pozytywną wibrację. Właśnie taką jak w utworze “Opportunity nox”, którym to Roxette wybudził wszystkich na dobre. Znów zrobiło się skocznie. Od skakania do latanie nie daleko zwłaszcza jeśli skacze się z góry w dół z dużej wysokości. Czasami bywa to niebezpieczne a nawet tragiczne w skutkach.  Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że przyszła pora na skoczno-latający utwór, który można by rzecz jest dedykowany wszystkim tym, którzy nie przepadają za lataniem i mają z tym związane koszmary. Czy Per Gessle pisząc  “7Twenty7” miał właśnie taki koszmar? Być może. Publiczność najwidoczniej lęku przed lataniem nie miała bo jak uskrzydlona skakała tak wysoko w górę jak tylko mogła.

Po “wyskakaniu” tych dwóch bardzo szybkich utworów publiczność jak kwiatki bez wody zaczęła powoli więdnąć z wyczerpania. “Fading Like A Flower” wpasował się tu idealnie. Co prawda Roxette śpiewali o gasnącym pragnieniu miłości a nie o szklance wody ale temat ten był w tym momencie uniwersalny.  Jak już jesteśmy przy kwiatkach. Kwiatki i miłość mają wspólny wymógł. Potrzebują właściwej pielęgnacji. Bez niej niestety wszystko idzie w rozsypkę. Tak, tak, znowu wracamy do problemów miłośnych. Temat nieszczęśliwej miłość to temat rzeka i przysłowiowy “konik” duetu Roxette. Spisuje się on znakomicie w połączeniu ze świetną popową muzyką zespołu. Przykładem tego jest z pewnością kolejny utwór, który mogliśmy usłyszeć “Crash, Boom, Bang!” W odróżnieniu od wersji albumowej na której cały utwór śpiewa Marie, wersja “live” tu dla odmiany zaśpiewana była wspólnie. Pierwszą zwrotkę zaśpiewał Per, kolejną Marie. Wyszło bardzo ładnie i bardzo “roxettowo” czyli tak jak fani zespołu lubią najbardziej.

Następnie mogliśmy posłuchać dwóch dobrze znanych utworów: “How Do You Do!” oraz “Dangerous”. Jednak tytuł tej koncertowej wersji powinien raczej brzmieć “How Do You Do, Are You Dangerous?” ze względu iż jest to właściwie połączanie tych utworów w jedną całość. Jest to jedyny taki zespolony utwór grany na żywo przez duet. W Ergo Arenie zrobiło się głośno. Pomiędzy publicznością a zespołem wytworzyła się bardzo pozytywna więź.

Przyszła chwila na prezentację zespołu i na chwile rozrywki polsko-szwedzkiej. Jako kabareciarz wystąpił przed nami basista zespołu Magnus Börjeson, który zaprezentował nam swój syntezator basowy i prawie czystą polszczyzną opisał go jako “niebieską polsko-szwedzką sex maszynę”. Podobno ta szwedzka sex maszyna kupiona była w Warszawie. Jak miło!

Po tej seksownej prezentacji pora na muzyczny gwóźdź koncertu czyli tzw.” intro regionalne” poprzedzające balonowy utwór. Intro to jest już tradycją na koncertach Roxette. Niewtajemniczonych informuję, że chodzi tu o krótki fragment utworu zagrany na gitarze przez Christoffera Lundquista i będący znanym utworem w kraju lub miejscowości w którym odbywa się koncert. W zeszłym roku w Warszawie mogliśmy posłuchać utworu “Jedzie pociąg z daleka”. Tym razem usłyszeliśmy piosenkę dobrze znaną wszystkim polskim dzieciom i miłośnikom kotów. Christoffer zagrał “Wlazł kotek na płotek”.

Chwile później rozbrzmiały już pierwsze dźwięki balonowej piosenki czyli  utworu “Joyride”. Tutaj z kolei dochodzi kolejna tradycja, tzw. “balonowa tradycja”. Jak ktoś nie zna tekstu utworu to podpowiadam, że jest tam taki zwrot: “…and she’s telling all her secrets in a wonderful balloon…”. Dlatego tradycyjnie jako atrakcja podczas tego utworu wypuszczone zostają w górę przez publiczność dziesiątki kolorowych balonów. Sam zespół ku radości fanów zaprojektowała na tę okazję duże piłki plażowe, białe i czarne z napisem Roxette. Piłki te zresztą można kupić w oficjalnym sklepie internetowym zespołu.

Po tym utworze a był to utwór szesnasty nastąpiła zasłużona krótka przerwa dla zespołu jak również dla publiczności. Po krótkim odpoczynku zespół powrócił na scenę i jak to właściwie stwierdził sam Per, “nie mogli by nas opuścić bez zaśpiewania następnego utworu”, który zaraz po “It Must Have Been Love” jest najbardziej rozpoznawalną balladą duetu. Chodzi oczywiście o utwór “Listen To Your Heart”. Piosenka dobra do poprzytulania i do wypłakania się w poduszkę. Poduszek publiczność co prawda nie przyniosła ze sobą ale większość zabrała ze sobą osoby towarzyszące dzięki czemu mogły one użyczyć do tego celu swego rękawa, na przykład. Podczas pierwszej zwrotki Marie miała problemy z tekstem piosenki ale wspaniała publiczność jaką ma zespół pomogła jej i wszyscy razem głośno i wyraźnie zaśpiewali za nią tę zwrotkę. Brawa dla naszej publiczności za ten ładny gest! Marie resztę piosenki wykonała samodzielnie i wyszło to przepięknie. Oceńcie sami:

Jako przedostatnią piosenkę tego wieczoru Roxette wykonał swój hit hitów. Utwór od którego zespół zabłysnął na listach przebojów nie tylko Europy ale i całego świata. Dzięki przychylnemu losowi “The Look” stało się ich przepustką do sukcesu. Szybki, rytmiczny z bardzo ciekawą linią muzyczną i wokalną  utwór “The Look” pomimo upływu lat i rewolucji na rynku muzycznym nie starzeje się. Na koncercie dopiero w pełni mogliśmy poczuć moc tego utworu i usłyszeć jego świetne rockowe brzmienie. Tu pole do popisu miał Christoffer, który z dzikością hardrockowca szarpał struny swej gitary dając temu wykonaniu “na żywo” jeszcze bardziej ciekawą i ostrzejszą barwę. Podczas tego utworu z publiczności poleciała na scenę polska flaga z napisem WE ♥ ROXETTE którą złapała Dea Norberg, wokalistka śpiewająca w chórkach a następnie po krótkim tańcu wraz z nią zawiesiła ją na jednym ze statywów do mikrofonu.

Niestety nadszedł moment w którym zespół musiał zaśpiewać swój ostatni kawałek. Koncert zakończył się utworem z albumu Joyride pod tytyłem “Church Of Your Heart”. Wersja “live” jest wersją akustyczną w wykonaniu całego zespołu. Mieliśmy okazję zobaczyć i usłyszeć, że członkowie zespołu są bardzo kreatywni i potrafią grać na więcej niż jednym instrumencie. Na przykład mogliśmy zobaczyć klawiszowca i producenta Roxette Clarence’a Öfwermana w nowej roli jako gitarzystę, który radził sobie bardzo dobrze grając na gitarze akustycznej. Per udowodnił, że gra całkiem nieźle na harmonice ustnej. Pelle Alsing, perkusista co prawda został przy swoim temacie ale udowodnił nam, że potrafi rzucić tak tamburynem aby nadal wydawał właściwy dźwięk zgodny z rytmem utworu. Na sam koniec utworu Magnus zabrał polską flagę ze statywu i wręczył ją Perowi, który zawiesił ją sobie wokół bioder a następnie przekazał ją Marie. Zespół pokłonił się pięknie publiczności i znikł za kurtyną sceny. Publiczność głośnymi oklaskami i okrzykiem “dziękujemy” pożegnała Roxette. Rozbłysły światła na hali i wszyscy z szerokim uśmiechem po udanym koncercie opuścili gmach Ergo Areny.

Dla niektórych nie było to końcowe pożegnanie z zespołem. Najwierniejsi fani pojechali na lotnisko z którego zespół wylatywał tuż po koncercie aby wręczyć im prezenty, m.in polską wódkę (wiadomo najlepsza!) i jeszcze raz podziękować im za występ u nas. Poniżej wideo z tego wydarzenia:

Podsumowując:

No cóż, Roxette jest zespołem niezdartym tak jak ich muzyka. Wrażenia po koncercie są wyłącznie pozytywne. Do wypełnienia hal po brzegi nie potrzebują ani wielkiego show z  występem tancerzy ani specjalnych efektów wizualnych czy dźwiękowych. Oni po prostu wychodzą na scenę i są  tam gwiazdami w pełni tego słowa znaczeniu. Grają 100% na żywo. Mają rzeszę wiernych fanów, którzy są prawie na każdym z ich koncertów ale mają również wielu nowych miłośników oraz nowe pokolenia fanów, które również fascynują się ich muzyką. Roxette jak dobre wino. Z każdym rokiem i koncertem są coraz lepsi. Oby tak dalej! Letnia część trasy Roxette dobiega końca. Teraz mogą przez chwilę skorzystać z krótkich wakacji a już jesienią zespół jedzie na podbój USA. Życzymy im i fanom za oceanem tak samo świetnej zabawy! ROX ON!

Per Jinkuje polskim fanom!

 

Nie przegapcie kolejnych artykułów. Już niedługo foto relacja z koncertu!

Podziel się na:
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • Drukuj
  • RSS
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Tumblr
Możesz zostawić komentarz, lub trackback z twojej strony.

Zostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany żeby zostawić wiadomość.